Dzień 7

Niedziela 02.11.2025 Lukla (2860 m)-Kothe (3600m)- Thaknak (4350m)

Pobudka wcześnie rano. Jest zimno. Wychodzę przed budynek i oczom nie wierze! Nareszcie słońce!

Nie jemy śniadania … Nima nas goni uliczkami Lukli. Są helikopterki. W Nepalu jest zasada kto się z kim lepiej zna i kto pierwszy ten lepszy ten ma helikopterek. Musimy być pierwsi na lotnisku.

Chwilę czekami u jest- nasz smoczy lot 🙂

Lecimy … pogoda jest piękna, niebo krystaliczne. Omijamy górę i naszym oczom ukazuje się pierwszy widok na Mera Peak …

Oto i ona, moja królowa

Lądujemy w Kothe

W hoteliku, w którym mieliśmy spać czka na nas pyszne śniadanie. Apetyt mam nieziemski i czyje się rewelacyjnie . Wsunęłam dwie porcje tostów w jajkiem. Podzieliłam się oczywiście z tym oto przystojniakiem 🙂

Na śniadaniu spotykamy smętną grupę Polaków. Nie udało im się zdobyć Mera Peak. High camp jest zasypany -życzą nam szczęścia. Przy dobrej pogodzie jest szansa, że góra zacznie wpuszczać do siebie turystów . Dołącza do nas Darek i trzeci przewodnik Dewan.

Po śniadanku chwilka restu i w końcu ruszamy. Słońce świeci -takie Himalaje chciałam oglądać.

Rozkręcamy się poooowoli. Co chwila robimy zdjęcia, cieszymy się słońcem

Musimy dojść tylko tutaj 🙂 Wystarczy obejść masyw 🙂

Idziemy przepiękną doliną wzdłuż rzeki. Droga pnie się stopniowo w górę. Krok za krokiem, łyk wody za łykiem wody. Za każdym zakrętem wyłaniają się coraz piękniejsze widoki.

Jaki człowiek jest maleńki pomiędzy tymi kolosami.

I tak sobie drepcząc…

… dochodzimy do miejsca gdzie robimy przerwę na lunch. Jedzenie o dziwo też bardzo mi smakuje -mam nadzieje ze mój żołądeczek już się wykurował i teraz będzie już tylko dobrze .

Ruszamy dalej bo gonia nas chmury …droga jest juz nieco ostrzejsza. Dochodzimy do klasztoru

Robimy przerwę. W środku Nima opowiada nam o religii, o bogach i historii związanej z tym miejscem. Palimy kadzidła, zostawiamy ofiarę … dzisiaj jest ten dzień kiedy wiara na dobycie szczytu powróciła z wielka mocą.

Docieramy do Thaknak. Miasteczko jest cale w śniegu. Podobno o tej porze roku śnieg jest tutaj rzadkością.

Czuje się wyśmienicie. Jemy, kwaterujemy się.

Pokój dzielę z Romkiem, a na dwa pokoje mamy prywatny kibelek . Jest wręcz luksusowo 🙂 Zimno – ale o tym nie co już gadać … juz cieplej nie będzie 🙂

Dewan załatwia nam wiadro wody(nie pytamy skąd, lepiej nie wiedzieć :)) i rozpoczynamy nasza produkcję wrzątku. Jak kończymy jest już ciemno.

Ale jest pięknie !!! Jestem szczęśliwa!!!

Dodaj komentarz