Dzień 4

Czwartek 30.10.2025 Chutanga (3430m)-Gdzieś wyżej Kharkaten Adventure (4100m)

Jemy śniadanie …tzn ja próbuję …Czuję się fatalnie ….żołądek ….mam wrażenie, że leży mi tam olbrzymi kamień. Nic więcej, nie boli tylko ciąży ….Zupełnie nie chce mi się jeść -nie ma miejsca w żołądku przez ten kamień…Zmuszam się, bo wiem ,że to ważne. No i piję piję i piję….

Ruszamy .

Pogoda dramat . Leje .

Dzisiaj idzie mi się strasznie ciężko . Mam nadzieję, ze to przez żołądek, a nie przez wysokość . Droga jest coraz trudniejsza . Ostro pod górę . Szlak wygląda jak na Rysy od Polskiej strony tylko taki himalajski wariant , bez łańcuchów.

A może powinnam zawrócić …. O nieee …w dół w takim deszczu po tych wielkich śliskich kamlotach …podziękuję jednak ….

Droga jest coraz bardziej stroma ….Ludzie schodzą z góry. Nie ryzykują przejścia zasypana śniegiem przełęczą Zatrwa La …

Leje … Peleryny i Goretexy dawno przestały się sprawdzać. Nepalczycy chodzą z wielkimi parasolami.

Ruszamy .

Pogoda dramat . Leje .

Docieramy w końcu do miejsca na lunch . Końcówka po olbrzymich głazach . Mimo deszczu musze powiedzieć ze tu jest pięknie . Wchodzimy do mesy i robimy zrzutkę na drewno …zaczyna się wielkie suszenie.

Jemy lunch , z żołądkiem nieco lepiej …Nifuroksazyd bezcenny . Przychodzi Nima i mówi, że dalej dzisiaj nie idziemy. Leje masakrycznie, na Zatrwa La sypie śnieg, a my jesteśmy przemoczeni ….poczekamy do jutra .

Warunki noclegowe… hmmm ja nie narzekam, ważne, że na głowę nie kapie. Jest na czym spać, mamy półeczkę a na ścianie wisi obrazek . Czy zimno …to 4200 wiec ciepło to już nie będzie ….:)

Do końca dnia siedzimy w mesie, palimy w piecyku , rozmawiamy, śmiejemy się …

Poznajemy Hanię z Polski . Widzieliśmy się juz na poprzednim noclegu, ale nie było kiedy pogadać . Hania podróżuje z Zurą, Gruzinem, który ma na swoim koncie kilka ośmiotysięczników. Gramy w karty, dorzucamy do piecyka. Pijemy , pijemy , pijemy ….wieczorem zaszywamy się w śpiworki i gadamy sobie jeszcze przez chwilkę …idziemy spać.

W nocy budzę się kilka razy …deszcz tłucze w blaszany dach .

Jestem jak prawdziwa księżniczka. Wszystko mi przeszkadza. Śpiwór mam cały załadowany elektroniką ( żeby się nie rozładowała od zimna, tu nie ma się gdzie ładować) i wilgotnymi ciuchami (żeby się wysuszyły od ciepłego ciałka) . Piję herbatę i dolewam gorącą wodę do butelki. To tez wkładam do śpiworka. Dzięki temu jest cieplej. Najtrudniej wyjść ze śpiworka i wyjść na zimne, mokre podwórko żeby dojść „na marmury”. Toaleta to dziura. Staje się na dwóch płaskich ruszających się kamiennych płytach. Nie są one zbyt grube. Nie chcę sobie wcale wyobrażać co się stanie jak płyta pęknie !!!! ….nie nie nie ….

Dodaj komentarz