Dzień 2

Wtorek 28.10.2025 Katmandu-Lukla (2860 m)

Dzień dobry tu Katmandu ….

Jeszcze przed wyjazdem poprosiłam Nimę, żeby umówił mnie na spotkanie z Matą. Jest to … Szaman/Szamanka „czary mary”.

Mata odprawia pewnego rodzaju modły i rytuały, które dają duchową ochronę. Czułam potrzebę odwiedzenia Maty przed wyjściem na moją górę. Nie będę Wam opisywać ani sesji ani jak to wygląda- uważam ,że pewne doświadczenia należy zostawić tylko dla siebie 🙂

Po lekkim śniadanku wskakuję z Furdenim na skuter i pędzimy do Maty. O mateńko co to jest za przygoda !!!!

W liceum jeździłam z chłopakiem motorem po całej Europie, ale takich emocji, jak na zatłoczonych ulicach Katmandu, nie doświadczyłam nigdy. Ale …podoba mi się!!!! Juhuu wiej wietrze, witaj przygodo 🙂

Po wizycie u Maty odwiedzamy małą restauracyjkę na przedmieściach miasta należącą do siostry Nimy i Furdeniego (ta sama gdzie jedliśmy kolację pożegnalną po trekingu wkoło Manaslu)

Jest tak miło i rodzinnie…Nepalczycy są bardzo gościnni i opiekuńczy. Jemy pyszny Dalbat i jedziemy do hotelu. Pada deszcz.

Okazuje się, że pogoda łamie się coraz bardziej. O samolociku do Lukli możemy zapomnieć! Podobnie jak rok temu zaczęła się walka o helikoptery. Udało się Nimie załatwić transport dla nas. Mamy dosłownie moment na spakowanie się i pędzimy na lotnisko.

Na lotnisku totalny chaos. Zaczynają nas ważyć. Najpierw torby, potem na wadze stajemy my w całym ekwipunku z plecakami na plecach. Jeden przewoźnik kiwa głową…o nie nie jesteśmy za ciężcy-nie weźmie nas…przerzucają nas do drugiego przewoźnika…ganiają, coś krzyczą ważą..z torbą bez torby… zabrali nam paszporty-śmiejemy się, że teraz to już jesteśmy sprzedani 🙂

Okazuje się, że dwie torby polecą innym lotem…

No nie co za pech- dlaczego to moja torba… dobra pozytywne myślenie…doleci!!!

Po przejściu kontroli bezpieczeństwa jedziemy trzeszczącym autobusikiem po płycie lotniska. Każą nam wysiadać. Autobusik odjeżdża…i tak sobie stoimy… obok lądują samoloty…a my sobie tak stoimy…na płycie… W końcu przylatuje nasz helikopterek. To będzie mój pierwszy lot helikopterem w życiu. Ekscytuję się 🙂

No dobra. Załadowali nas. Ale mam fuksa-siedzę z przodu!!! (to rekompensata za ta torbę…pozytywne myślenie….)

No i to by było na tyle. Siedzimy i nic się nie dzieje. Pilot (hmmm europejczyk całkiem przystojny) wychodzi. A my siedzimy… Pogorszyła się tak widoczność, że nie chcą nas puścić…

2H później…

drętwieją nam nogi i chce nam się siku…

Ale w końcu jest zgoda na start… Pilot mówi ,że jesteśmy przedostatnim lotem, na który się zgodzili.

Wznosimy się. Wow ale wrażenia!!! Petarda!!!!

Pogoda się pogarsza…nagle na horyzoncie widać Luklę. Jak to niesamowicie wyglada . Miasteczko wklejone w olbrzymią górę. Lądujemy !

Na lotnisku poznajemy Pmbę, który prowadzi nas do hotelu. Hotel jest po drugiej stronie pasa startowego. Pędzimy po schodach. Góra- dół. Czuć wysokość. Na schodach mam pierwszą zadyszkę. Czemu ten Pmba tak szybko idzie… Nie jednak w tym hotelu nie ma już miejsc… no dobra znowu schody… Zatrzymujemy się w hotelu dokładnie na końcu pasa startowego. Pogoda jest… słaba… pozytywne myślenie- na pewno będzie lepiej!!!

Bagaż jakimś cudem dotarł (po prostu pozytywne myślenie):). Wieczorem Nima przedstawia nam plan na kolejny dzień. Potem pogaduchy, poznajemy się!

Treking zaczynamy w mniejszym składzie. Jeden kolega dołączy do nas później-i dzie inną trasą, chce ominąć przełęcz Zatrwa La. Prowadzą nas Nima i Pmba.

Jest chłodno. Wskakuję do mojego cieplutkiego śpiworka i „oddaje się w objęcia Morfeusza”. Jutro startujemy !!!

Dodaj komentarz