Środa 05.11.2025 Khare (5045m)
Budzę się. Himalaje, czary mary czuję się świetnie!
W sumie to lubię te 5 tys 🙂
Nie można robić tylko żadnych gwałtownych ruchów, a jednoczesne picie i gadanie męczy.
Jest zimno. Pogoda w pokoju na bank minusowa. Nikt już nie chce się bawić na tej wysokości w produkcję wrzątku, więc wykorzystujemy z Romkiem butle gazowe na próbę rozmrożenia pokoju zanim się odkopiemy ze śpiworów.
Nie wspomniałam jeszcze, że od wyjścia z hotelu w Katmandu nie zaznałam czegoś takiego jak prysznic:)
To sobie człowiek wczasy zafundował.
Nic tak nie stawia na nogi jak gorąca kawusia na 5 tys 🙂
Dzisiaj znowu wierze że wejdę na szczyt!
Po śniadaniu dobieramy sprzęt i idziemy powspinać się na linach.
Dwa wciągnięcia na jumarze powodują zadyszkę. Jest nieco inaczej niż na szkoleniu w Karpaczu 😉
Rozmyślam o jutrze. Trochę się boję. Nie panicznie, tak po prostu. Zmęczenia, zimna, ekspozycji i wysokości….
Do końca dnia rozmawiamy, odpoczywamy. Schodzą ludzie z góry, przeokrutnie zmęczeni, ale szczęśliwi. Mówią, że było ciężko, na górze strasznie wiało, zimno…
Dzisiaj na górę poszła Hania ..ciekawe jak im idzie? Szczyt już zatopiony w zmroku. Kochana góro czy nas wpuścisz ?
Idziemy do naszej lodówki spać. Jutro rano ruszamy do High Campu!
