Dzień 9

Wtorek 04.11.2025 Thaknak (4350m) - Khare (5045m)

Budzę się rano napuchnięta i z bólem głowy. W żołądku znowu „siedzi kamień”. Czuję jakbym miała gorączkę. Jest mi okropnie zimno. Nie jestem w stanie nic zjeść. Wmuszam w siebie kawałek jajka i kubek gorącej herbaty miętowej. Ruszamy. Jest zimno. Nie jestem w stanie nadążyć za grupą, szybko zostaje w tyle. Idzie ze mną Dewan.

Zbaczamy ze szlaku. Nagle wyłania się cudowny widok na przepiękne jezioro. Siadam z boku i się zastanawiam czy to już koniec mojej wyprawy. Jestem niemiłosiernie zmęczona. Wyciągam jakieś leki na żołądek, które dała mi w Katmandu Kasia. Piję herbatę. Podchodzi Darek i daje mi energetycznego wojskowego batona. Każe mi go zjeść. Jak przez mgłę słyszę:

-Jak ty chcesz iść wyżej jak nic nie jadłaś?

No dobra, zmuszam się… kawałek zjedzony. Nie nie poddam się tak łatwo! Kto jak nie ja!!! Dam radę!!

Grupa już poszła a Dewan daje mi jeszcze chwilę wytchnienia. Ruszamy. Bardzo powoli. Krok za krokiem. Czuję się nieco lepiej. Przechodzimy przez mostek, zakładam raczki. Wychodzę za zakręt i widzę taki widok.

Zaczynam płakać. Ze wzruszenia. Jest tak pięknie. Dewan patrzy na mnie zdziwiony. Tłumacze mu, że ja tak mam. Zatrzymuje się i też patrzy. Mówi, że faktycznie jest tu teraz wyjątkowo pięknie. Nigdy nie ma tu śniegu i jest raczej czarno … Robimy sobie kilka zdjęć i idziemy dalej.

Idziemy dalej. Droga jest różnorodna. Szukamy najwygodniejszej trasy. Jest dużo śniegu. Trasa średnio przetarta.

Na kolejnym przystanku piję colę, męczę batona i patrzę na Mera. Wieje tam na górze.

Dzisiaj nie wierzę, że tam dotrę. Myślę już tylko o tym, aby dotrzeć do Khare i iść spać. Nie chcę nic więcej.

Przed nami ostre podejście. Jestem skrajnie wykończona. Nadal mi niedobrze, chyba mam gorączkę. W końcu jest- Khare.

Dlaczego nasz hotel jest na końcu wioski? Zaczynam wątpić, że do niego dotrę. Ale ja się nie poddaję. Idę krok za krokiem…

I docieram. Łzy cisną mi się na policzki …

Wchodzę do mesy i padam. Reszta poszła jeszcze sto metrów w górę, a ja nie jestem w stanie ruszyć żadną częścią ciała. Chce mi się płakać. Jestem przekonana, że to koniec mojej wyprawy. Zastanawiam się tylko czy prosić Nimę o ewakuację już czy spróbuję dotrwać do rana.

Wykupuje internet i dzwonię do Jagódki. Nie płaczę tylko dlatego, że nie mam siły. Jagódka stawia mnie trochę na nogi. Próbuje zjeść gotowanego ziemniaka i garść popcornu. Idzie mi to średnio. Biorę coś na żołądek, Nurofen Forte i do wieczora grzeję się przy piecyku.

Nie wiem jeszcze tego, że był to najtrudniejszy dzień mojej wyprawy 🙂

Dodaj komentarz