Dzień 3

Środa 29.10.2025 Lukla (2860 m)-Chutanga (3430m)

Mimo zatyczek w uszach budzi mnie straszny hałas . Zrywamy się z dziewczynami ….aaaa to samolociki ruszyły . To może oznaczać tylko jedno jest super pogoda !!!

Z tym „super” okazało się nie tak do końca.Kropi. Lądowanie i start samolocików na najniebezpieczniejszym lotnisku na świecie robi wrażenie .

Dzisiaj nie mamy zbyt długiej trasy ,wiec start wyprawy zaplanowany jest po lunchu. Po śniadaniu idziemy się przespacerować po Luli i zrobić ostatnie zakupy. Zrzucamy się i kupujemy kilka butli z gazem ( wzięłam mojego jetboilia), peleryny i zwykłe worki na plecaki , bo już nie kropi-pada.

Lunch całkiem smaczny . Pizza smakuje całkiem jak pizza …może w tym roku będzie lepiej z tym jedzeniem i bardziej będzie mi smakowało.

Po lunchu ruszamy !!! Nasz trek oficjalnie się rozpoczyna !!

Start od razu pod górę po betonowych schodach . Przynajmniej szybko się rozgrzeję, bo temperatura na tej wysokości i ciągła mżawka robią swoje. Mijamy szpital .

Docieramy do drogowskazu, który znam ze zdjęć i filmików na YouTube. Jej jak fajnie dotknąć tej tabliczki. Czuć jak realne stało się moje marzenie 🙂

Na początku idziemy szeroką drogą . Cały czas pod górę . Niebo się chmurzy coraz bardziej.

Od tego momentu wiadomo już że wyprawa na szczyt to nie to samo co treking wkoło Manaslu… droga od razu pnie się ostro pod górę .Robimy małą przerwę na foteczki, nakładamy worki na plecaki i wyciągamy peleryny.

Od tego momentu droga pnie się bardzo ostro pod górę, po wielkich kamlotach . Czasami przypomina mi trasę z Piątki na Krzyżne . Potem wchodzimy w tropikalne lasy . Woda kapie z drzew. Powiem szczerze, że ten deszcz dodaje uroku temu miejscu .

Przeprawiamy się przez strumienie , czasem rzeki .

Deszcz już leje , jest ślisko i stromo . W wyższych partiach gór sypie śnieg.

W końcu docieramy do miejsca noclegowego .

Trasa niby nie była długa ale przez warunki pogodowe ostro dała nam w kość .Widać,że jutro czeka nas śnieg .

Nima daje nam klucze do pokoi . Będę w tym resorcie mieszkała z Romkiem. Pokoje są piękne , wygodne łoża z pięknymi narzutami :)))

Po otwarciu okna , w którym nie ma szyby do pokoju wskakuje pies . Jest to gratisowy piecyk do grzania w nocy ;))

Siadamy w mesie , próbujemy podsuszyć ciuchy , pijemy pijemy i pijemy i czekamy na jedzenie .

Aby uniknąć choroby wysokościowej trzeba dużo pić. U mnie się to sprawdza choć nie przepadam generalnie za piciem … ale cóż mus to mus …

Generalnie mój organizm świetnie sobie radzi z wysokością. Jedyne co szwankuje to apetyt …

Wszystko średnio mi smakuje ….:(

Po kolacji wyłaniają się widoczki… pierwsze tak piękne podczas tej wyprawy .

Idziemy do pokoi i pierwszy raz uruchamiamy naszą „merową produkcje wrzątku”!! Jest mega wesoło .. dostajemy nawet mały OPR bo nie powinniśmy tego robić w pokojach ale cichcem przy zamkniętych drzwiach szlifujemy detale naszej produkcji. Wiadomo, że na tej wysokości woda nie wrze w temperaturze niższej niż 100%. Na wszelki wypadek przed gotowaniem wodę filtrujemy . Szybciej leci jak się siadzie na worku . W ten oto sposób jedna osoba „filtruje, druga próbuje odpalić kuchenkę trzecia szykuje termosy ….idzie nam opornie …wyszkolimy się, jeszcze wiele dni przed nami 🙂

Generalnie mój organizm świetnie sobie radzi z wysokością. Jedyne co szwankuje to apetyt …

Wszystko średnio mi smakuje ….:(

Po kolacji wyłaniają się widoczki… pierwsze tak piękne podczas tej wyprawy .

Ugotowawszy kilka litrów wody w końcu możemy iść spać !! Fajnie bo dzięki temy w naszym pokoiku można powiedzieć ,że zrobiło się w miarę ciepło 🙂

Czuję się dobrze-wysokość na razie nie doskwiera . Oby tak dalej !!!

Dodaj komentarz